czwartek, 4 lutego 2010

Trawestacja Trainspottingu

   Wprawdzie zaszliśmy odrobinę dalej niż Renton, Sick Boy i spółka. Nasz wypad nie obfitował też w takich egzystencjalnych traum jak w Trainspottingu. Jednak i tam, na tatrzańskim potokiem tak jak nad tamtym strumykiem w Szkocji, czuć było przedsmak końca pewnego okresu, epoki czy czegoś tam niezbyt określonego. Właśnie dla tego użyłem słowa "przedsmak", bo nie wiem co to dokładnie było. Znaczy się, nie wiem czego to był koniec bo przecież pierwszy raz pojechaliśmy całą piątką w góry. No ale jeżeli dalej iść wedle analogii z filmem, to byłby to koniec pewnego etapu w życiu każdego z ble, ble, bleble...itd. 
  Jedynym człowiekiem potrafiącym poprowadzić tego typu rozważania bez żenujących opisów był jeden Węgier, którego kiedyś czytałem. Prawdopodobnie do tego typu rzeczy trzeba mieć madziarską krew. Gdybym więc miał umieścić prawdziwie istotne zdania, istotne dla mnie i wywołujące oddźwięk u innych, musiałbym poszukać ich u Otto Tolnaia, albo posłużyć się jego językiem ponieważ, chociaż nie pamiętam dokładnie co czułem tamtego dnia, to patrząc na to zdjęcie wydaje mi się że spoglądam na pewnego rodzaju maskę pośmiertną.


2 komentarze:

  1. Ten megapikseloryt jest unikatowy, pod wieloma względami, co do tego nie ma wątpliwości. Jest dziełem przypadku, silnej, zdeterminowanej woli, woli ślepej, woli surowej, słonecznej - znaczącej pogody w bardzo niestabilnej atmosferze. Uchwycony wycinek czasu jest zupełnie nie przypadkowy, w istocie jednak jest dziełem czystego przypadku, co potęguje jego autentyczność. Autor wpisuje się w koherentne ramy obrazu, jego nieobecność służy głębszej integracji, zamyka furtkę, którą pozostawiła by ta wprost wypowiedziana. Tym sposobem dzieło jest skończone. Potwierdza to sama spójność ostrości pikseli, reprezentacja jest wyraźna, co trudno osiągnąć w pewnych warunkach i z zwyczajowym, turystycznym sprzętem (vide aparaty pseudofotograficzne w komórkach). Obraz prosił się o odciśnięcie i cyfrowy zapis. Los tej wyjątkowej fotografii leży w rękach przyszłych pokoleń hermeneutów, nowych pionierów. A teraz na przód.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak mawiał AS polskiej fantasy: coś się kończy, coś się zaczyna.
    Nie jestem pewien co się zaczyna.
    Z rozmysłem nie użyję żadnego operatora poznawczego wobec tego, co się kończy. :)
    Ale naprawdę, fotka pierwsza klasa. Jest metafizyczna. Yeah.
    Arash

    OdpowiedzUsuń