poniedziałek, 8 listopada 2010

Nomadzi Czaadajewa




   "Dzieje się tak dlatego, że myśmy nigdy nie szli ramie w ramie z innymi narodami; nie należymy ani do Zachodu, ani do Wschodu i nie posiadamy tradycji ani jednego, ani drugiego. Umieszczonych jak gdyby poza czasem, nie objęła nas powszechna edukacja ludzkości.(...) Wszyscy mamy wygląd podróżników. Nikt z nas nie ma określonej sfery istnienia, ustalonych zwyczajów i reguł dla czegokolwiek; nie mamy nawet ogniska domowego, nie mamy nic, z czym czulibyśmy się związani, co wzbudzałoby w nas sympatię lub miłość, nic trwałego, nic stałego; wszystko przepływa, wszystko mija nie pozostawiając śladu ani w nas, ani poz nami. We własnych domach czujemy się jak na postoju, w rodzinie sprawiamy wrażenie ludzi obcych, w miastach – koczowników, a nawet gorzej niż koczowników, którzy wypasają swoje stada w naszych stepach, oni bowiem bardziej są przywiązani do swojej pustyni niż my do swoich miast."

Piotr Czaadajew, Listy filozoficzne, s. 73.

niedziela, 7 listopada 2010

Cytat



   Kończąc czytanie jednej z powieści Tołstoja natknąłem się na cytat: 

"Nie mogę prowadzić z nimi sporów - pomyślał - oni są w pancerzach nie do przebicia a ja jestem nagi." 

   Poruszony myślą jaka przemawiała w tym, Lewina cytowaniu, wkleiłem je do wyszukiwarki aby zobaczyć czy zostało ono już wcześniej wspomniane. Wyniki mojego wyszukiwania były niestety nijakie. 
   Kierując się światłym celem rozpropagowania tego memu zdecydowałem się na umieszczenie go na moim blogu. 
   Dociekliwym i, podobnym od mnie ignorantom w sferze literatury rosyjskiej nadmienię, że ów cytat pochodzi z drugiego tomu Anny Kareniny, strona czterysta siedemdziesiąta piąta warszawskiego wydania z 1997 roku.


wtorek, 2 listopada 2010

Maniak, na blogu.

  

   Jak nie ma się o czym pisać, to trzeba wyciągnąć z szuflady coś starego. Co prawda, znalazłbym kilka tematów wartych poruszenia, ale czasu brak. Przecież każdy początek miesiąca obfituje w wiązkę nowości wymagającą przejrzenia i głębokiej analizy. Tak jest i tym razem; nowy zeszyt mangi Claymore, co tygodniowe wydanie Kekkaishi czy Kenji... Jakby tego było mało, trzeci mamy nowy sezon Merlina, kolejne odcinki Lost Girl, Dextera, Supernatural oraz Glee. A to przecież nie koniec, chcąc bowiem obcować nie tylko z kulturą niską ale także niziutką, trzeba było zanurzyć się w kolejnych tomach sagi Christophera Paoliniego. Taka wspaniała transdescendencja wymaga znowuż ruchu w kierunku przeciwnym, lektury Anny Kareniny (ponownej) oraz Ricoeur'a esejów O interpretacji (próby przynajmniej). Podsumowując, ten ruch w górę i w dół trzeciego świata (Poppera) nie pozwala praktykowanie innych czynności. Po prostu nie ma czasu na pisanie!
    Pozostaje jednak nadzieja, że wyrwawszy się kiedyś z tego koła wcieleń (każda lektura wytworu kultury jest wcieleniem się w aktora tego wytworu), wrócę do porzuconych projektów. Gdy ten moment nastąpi czytelnik bloga być może dowie się dlaczego Gilgamesz musi umrzeć, jak żyć będąc Genius loci i co jest tak naprawdę prawdziwe.
    Puki co przygotujmy się na starą, dobrą sprośność:


Drogi czytelniku, aby uchronić Cię przed nudnym wierszem najlepiej takiego nie pisać. Innym sposobem, właściwie jednym z wielu innych, jest napisać taki wiersz, aby odbiorca, wzburzony zachowaniem autora, nie tylko jego wytwór bez znużenia przeczytał, ale i zaczął szukać miejsca, w którym autor mieszka w celu wytłumaczenia temu demiurgowi jak pisać Nie Należy.

I wtedy ujrzałem Ygdrassil
Iglak o korze brunatnej i szarej jak popiół
Idiotyczny szkielet szczerzy się ku niebu
Idealne Axis Mundi na miotłę

Zataczam kręgi wokół drzewa wielkich
Moje ulubione spośród wszystkich innych
Stoi tu od stuleci, jeden wielki moloch
Epistemiczne drzewo, o dobra i zła owocach
Na jednej wieszają złych
Inną zdobią resztki lin po tych dobrych

Kruków tu nie widać
Kiczem czyniły ten obrazek
Kreśliły go zbyt patetycznie, że aż banalnie
Kropnąłem by tego uniknąć ostatniego kruka

Wcześniej stał na gałęzi i krakał złośliwie
Czekał na zbuntowanej młodzieży pokolenia nowe
W szlachetnych porywach zdobiącej gałęzie
Powiedziałem mu, że kres i krach tylko zdobędzie
Teraz nawet moja Pamięć nie odnajduje
jego imienia, w Myśl-ach moich ucichło krakanie

Wracam pod drzewo - w poszukiwaniu mandragory.
Wedle zasad dedukcji - powinna tu gdzieś być.
Wyrwę ją zębami - tak jest w przepisie
Wrzask jej mnie nie zabije - za dużo wypiłem

Dlatego po spirali zbliżam się do korzeni
Swoich Antenatów nie mam w przeszłości
Zjadłem ją, zadziała za dziewięć dni
Poczekam długie godziny w ciemności
Sześćset sześćdziesiąt sześć run poezji
W pośpiechu wzbieram drogę wspinaczki

Połykając język wspominam, jak
Przez Eony odsiadywałem karę
Prochem śmiertelnie Duch mój był zgnieciony
Pływał we wcieleniach – tych kolejnych
Piekłach, w których innych palę

Najpiękniejszych aniołów Bóg dał ludziom za dusze
Tak jak Gwiazda Zaranna rozświetlamy stworzenie
Bo przecież zło rozpala tylko ludzkie jaźnie