Kiedy zobaczyłem komentarz jaki Gena umieściła przy moim, krowim cytacie pomyślałem, że warto kontynuować zabawę z tymi mlecznymi kreaturami; niewiele brakowało a już sięgałbym do Portretu artysty Joyc’a – wydawało mi się, że Stefan Dedalus coś o krowach mówił. Później miałem wkleić z fragment Dróg Wolności Sartre’a w monologu Mateusza ze spotkania z Gomezem: Mateusz ma refleksje analogiczne do Gombrowicza, może wyrażone w trochę innym dyskursie, ale…
Stanęło na pomysłach. Tymczasem mała trawestacja:
À la Rimbaud.
Noszę w sobie sen i nieszczęście. Niechęć do ludzi i braki w talencie są chyba na wierzchu. I chociaż nawet teraz mażę o mieszkaniu na odludziu: po cisowo-trującym lesie przejeżdżałbym konno w towarzystwie wilków, z krukami nad moją głową, to wiem że śnię sny innej osoby. Nie mógłbym tak żyć, z przyzwyczajenia jestem przeciętny a nawet gorzej – kariera bóstwa jest dla mnie nieosiągalna. Podobnie z zawodem szulera, dresiarza, kolędnika, terrorysty, proroka, Kuby Rozpruwacza, malarza, dentysty, wokalisty, żołnierza i tak dalej… Próbowałem niegdyś utrzymać przy życiu pewien twór zielony więc wiem, że ogrodnik także ze mnie żaden. Studiowałem, stąd mam pewność, że nie jestem studentem. Kochałem, także bez wzajemności. I co tu jeszcze do roboty. Mógłbym zaoferować nudę, jeśli byłby na nią popyt. Pamiętam jak ktoś, chyba Belbo z Wahadła Foucaulta, charakteryzuje poszczególne typy psychologiczne: idioty, kretyna, debila i kogoś tam jeszcze. Krótka introspekcja uprawomocnia stwierdzenie o referencji do mojej osoby jednego z powyższych pojęć. Rzecz wydaje się zabawna dopóki nie uczestniczy się w niej.
À la Rimbaud.
Noszę w sobie sen i nieszczęście. Niechęć do ludzi i braki w talencie są chyba na wierzchu. I chociaż nawet teraz mażę o mieszkaniu na odludziu: po cisowo-trującym lesie przejeżdżałbym konno w towarzystwie wilków, z krukami nad moją głową, to wiem że śnię sny innej osoby. Nie mógłbym tak żyć, z przyzwyczajenia jestem przeciętny a nawet gorzej – kariera bóstwa jest dla mnie nieosiągalna. Podobnie z zawodem szulera, dresiarza, kolędnika, terrorysty, proroka, Kuby Rozpruwacza, malarza, dentysty, wokalisty, żołnierza i tak dalej… Próbowałem niegdyś utrzymać przy życiu pewien twór zielony więc wiem, że ogrodnik także ze mnie żaden. Studiowałem, stąd mam pewność, że nie jestem studentem. Kochałem, także bez wzajemności. I co tu jeszcze do roboty. Mógłbym zaoferować nudę, jeśli byłby na nią popyt. Pamiętam jak ktoś, chyba Belbo z Wahadła Foucaulta, charakteryzuje poszczególne typy psychologiczne: idioty, kretyna, debila i kogoś tam jeszcze. Krótka introspekcja uprawomocnia stwierdzenie o referencji do mojej osoby jednego z powyższych pojęć. Rzecz wydaje się zabawna dopóki nie uczestniczy się w niej.