czwartek, 18 lutego 2010

Dlaczego nie chce mi się blogować?




  Jedną z odpowiedzi na to spędzające wszystkim sen z powiek pytanie będzie fragment powieści, którą czytałem i, która ma swoją kontynuację na tyle lekkostrawną i niedorzeczną, że mam wrażenie, że jej autor brał udział w tym samym kursie powieściopisarstwa co Stephenie Meyer,  Christopher Paolini i Jan Ewangelista. Nie mam pojęcia jak ci czworo mogli spotkać się razem na sali wykładowej, lecz taki fakt musiał zaistnieć. Rzecz wymaga udowodnienia, jednak spokojnie oddaję ten zaszczyt kanałowi Discovery, Panu Brownowi, albo bliżej nieokreślonej grupie doktorantów spragnionych dożywotniego grantu na swoje badania. Wierzcie mi, kochani naukowcy, taki obszar dociekań to żyła złota. Wracając jednak do wspomnianego fragmentu:

„…nigdy nie wymienił w pamiętniku swojego imienia. To nie był oficjalny dziennik, lecz prywatny pamiętnik, zatem nie musiał tego czynić. Berdine i Richard zaczęli go nazywać Kolo, co było skrótem od koloblicin - górnod’harańskiego słowa, które znaczyło <>.”

  Właśnie, wracając do omawianego fragmentu, to nie jestem pewny, czy ta podwórkowa etymologia nie jest czymś literacko zamierzonym, czy też czymś swoistym dla polskiego tłumaczenia, takim palimpsestem znaczenia, żartem Pani Lucyny Targosz? Namysł dłuższy niż kilkanaście sekund kieruje mnie do opowiedzenia się po stronie: a co to mnie obchodzi.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz