wtorek, 13 kwietnia 2010

Z cyklu herezje prezentuję państwu myślenie nieortodoksyjne, niegramatyczne i nie poparte żadną racjonalnością.

Rzecz w tym, że każda teoria jest równie dobra jak wszystkie inne. Każda z nich jest jak droga ku tęczy: wszystkie oferują inny świat, żadna go nie dostarcza, żadna do tęczy nie dociera i żadna nie ujmuje prawdy, czyli w zasadzie tego, one wszystkie nam obiecują. Każda teoria wobec tego równie dobrze, lub też równie nędznie tłumaczy rzeczywistość. Przyczyną wzajemnego ich wypierania się jest raczej nie postęp w wiedzy, lecz zmiany w języku: wprowadzanie nowych słów, obrazów i dźwięków oraz ogólna dyfuzja znaczeń pomiędzy poszczególnymi językami narodowymi. Zmiany w dziedzinach nauk wynikają w swej warstwie tłumaczącej z owych nieustannie zmieniających się mediów językowych. Można powiedzieć, że pierwotne opowieści równie sprawnie i rzeczowo tłumaczyły rzeczywistość jak ich dzisiejsze naukowe korelaty. Tak jak i w owych opowieściach tak i w naukowych odmianach naszej teraźniejszości mamy nierozstrzygalne problemy moralne, nam transcendentne nas konstytucje, prakseologię ogólną, oraz całą sferę magii, która z nekromancji przechodzi w, czy to transplantologię, czy w fizykę teoretyczną. Wszystko zaś sklepia się tak jak i niegdyś więzami danej nam fabuły określającej to, co powinniśmy i to, co nie powinniśmy wiedzieć.
            Twierdzę, że od tysięcy lat nie tylko nie dokonała się żadna jakościowa zmiana w nas jako ludziach, co więcej, nie jesteśmy tworami jakościowo różnymi od zwierząt. Czy nasze osiągnięcia cywilizacyjne tak bardzo różnią się od konstrukcji stworzonych przez mrówki czy termity? Nie wydaje mi się. Podobnie jak u zwierząt, w naszym życiu dominuje zjawisko określane sygnaturą „gra”. Nie mam zamiaru naświetlać w tym miejscu ujęć, według których odgrywanie pewnych ról, przybieranie pewnych barw, póz staje się u zwierząt przejawem funkcjonowania doboru płciowego, czy też celem samym w sobie. Chociaż, że odnosi się to do zwierząt a więc i do ludzi, więc możemy sobie pozwolić także i na tą teorię-lustro i przeglądać się w niej do znudzenia, jednak wolałbym odnieść się do innego aspektu gry w naszym życiu. Nasze działania, słowa wypowiadane w ciągu całego życia przypominają zachowanie graczy w grze o zasadach nie do końca określonych, grze, w której każdy uczestniczy. I tak jak bezcelowe jest pytanie o sens gry, w której bierze się udział, tak i nie tylko trywialnym, ale i nawet zabawnym wydaje się pytanie o sens naszego życia. Możemy trzymać się tego ułamka niejasno nakreślonych nam zasad, wciągnąć się w tę grę, oszukiwać w niej; gdy pytamy o jej sens, sens życia także postępujemy według zasad tej gry, ponieważ zazwyczaj forma pytania z góry implikuje odpowiedź. Możemy narzucać sens grze, możemy udawać, że ma ona jakieś znaczenie, nikt nam nie zabroni takich działań… Co więcej, jakąż to satysfakcję osiągamy, jakaż nas przyjemność ogarnia gdy skończona konstrukcja naszej odpowiedzi jawi się przed nami i sprawia, że czując może nawet objawienie wydajemy się sobie mądrzejsi od innych. Cieszmy się takimi chwilami, ponieważ oznaczają one, że ugraliśmy właśnie coś dla siebie…
            Można, na koniec uznać, że nic znaczącego nie nastąpi do końca naszych dni, nie będzie żadnej zmiany w nas, żadnego wyjścia ponad poziom zwierzęcia. Koniec naszego rodzaju odbędzie się na podobieństwo końca tak wielu innych istnień żyjących na tej planecie: może nie zostaniemy wyparci przez inne zwierzęta, może raczej wyczerpiemy naszą niszę ekologiczną i z wieku na wiek będzie nas coraz mniej, nie wiem. Ważne jest to, że nie będzie żadnej Apokalipsy, niczego co ma nas wywyższać ponad inne istnienia. Tak wiele z nich przeminęło, o przeminięciu tak wielu nie mieliśmy pojęcia, podobnie nasze wymarcie nie odbije się zbyt wielkim echem w świecie. W gruncie rzeczy koniec ludzkości mało nas obchodzi, jest on jeszcze mniejszym dla nas zmartwieniem niż nasz koniec osobisty, o którym myślimy zaledwie kilka razy w ciągu swojego życia.
            Odnosząc się do naszego głębokiego dorobku humanistycznego można perfidnie przedstawić go jako kolejny przejaw zezwierzęcenia. I, w istocie, nie ważne czy jemy surowe mięso świeżo upolowanego bawołu, czy studiujemy księgi filozofów, czy   może osadzeni w wirtualnych wytworach Internetu zapominamy o innych ludziach, przecież ciągle nasze działania są zaledwie odmianą zezwierzęcenia. Czy przecież jest kolejny dowód naukowy, wynalazek techniczny, powieść itd. jak nie kolejnym plastrem miodu, mrowiskiem czy tunelem w kopcu termitów? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz