piątek, 29 stycznia 2010

Widziane z okna tramwaju czyli na co można wpaść idąc piechotą.

   Wojtek, większy fragment zamieszczonego tu dialogu jest "wzorowany" na naszej dyskusji z gg. Próbowałam w ten sposób jakoś skonstruować swobodnie brzmiący dialog i nie jestem pewny czy udało mi się to osiągnąć. Chyba powinienem zrezygnować z takiej formy reprezentacji... Nieważne, czytajcie i piszcie jeśli ciekawe.


         Nie jest pewnym jak nasza uwaga skłoniła się ku osobie Jakuba ważne, aby ów fakt nie poddawać zbytniemu roztrząsaniu, tylko spojrzeć jak ten niemłody już człowiek powolnym krokiem wchodzi do niebrzydkiej restauracji i zasiada naprzeciw równie niebrzydkiej jak restauracja damy. Widzimy - bohater nasz zdejmuje swoje wierzchnie okrycie, zasiada na delikatnej materii krzesła i z lekka zerkając na drugi koniec stolika uwieńczony osobą jego znajomej, zapala papierosa. Jego koleżanka marszczy z oburzeniem brwi i, wracając się w stronę przychodzącego obok kelnera, prosi o popielniczkę, aby następnie zwróciwszy się do Jakuba zapytać:
- Jak pan może palić to świństwo? Jakub rozwalony na krześle od momentu przybycia, uśmiecha się do siebie i odpowiada:
- Pani zwraca się do mnie z pytaniem: jak mogę palić, to ja się pani spytam: jak mógłbym nie palić? Toż przecież czasy są takie, jakie są, więc kwestie zdrowotne nie wchodzą w rachubę. Ja, proszę pani, mogę szybciej na świńską grypę umrzeć, od noża wykrwawić się w ciemnym zaułku, niż na raka. Rak, proszę pani to problem tych, co przed sobą mają przyszłość, raka powodują papierosy z wyższej pułki, ci, co palą tanie prawie nigdy nie umierają na raka, nigdy nie żyją tak długo, aby na raka umrzeć…

         Bar był przytłaczający, jak wszystkie pomieszczenia znajdujące się poniżej poziomu gruntu miał jakiś klaustrofobiczny charakter niepozwalający zbyt długo pozostawać w nim w trzeźwym stanie. Trzeźwe osoby wychodziły z takich piwnicznych miejsc albo przestawały być trzeźwe. Jakub pił jednakże bez specjalnego pośpiechu. Pił razem z trójką innych osób, najwyraźniej swoimi dobrymi znajomymi ponieważ podsłuchując ich doszlibyśmy do wniosku, że relacjonuje im wydarzenia z kawiarni.
- Na czym skończyłeś? Spytała dziewczyna wtulona w śpiącego obok chłopaka.
- Zacząłem jej opowiadać o Navajo, to chyba wtedy się poddała. Jakub nie krył rozbawienia. – Nawet długo wysiedziała, paliłem jednego za drugim rozmawiając z nią i chyba ochrypłbym gdyby wytrzymała jeszcze kilka minut.
-  Ty się Jakub nie pierdolisz. Zamiast spokojnie odłożyć pety na kilkanaście minut, porozmawiać grzecznie z dziewczyną, zaliczyć ją a później zapalić, to ty od razu prosto z mostu, nie dość, że zmuszasz ją do biernego palenia, to jeszcze męczysz niepotrzebnie jakimiś bzdetami.
- Przecież Grzesiek, nie będę żył z taką w zakłamaniu.
- A kto ci każe żyć, zapal sobie przed takim spotkaniem, to nie będzie chciało palić przy takiej, nie chlap z jakimiś pierdołami jak nawet o nie się nie pyta.
- A co ja królik jestem? Zresztą, albo chlapie przy znajomych dziewczynach, albo przy takich, do których niekoniecznie muszę się zbliżyć… albo jak schleję się, albo jak mam zły humor…
- Taki argument – foch.
- Jeden z lepszych! Powiedział Jakub i poszedł po piwo. Godzinę później barman oznajmił im, że zaraz zamyka.
- No nic, zbieramy się. Anka, budź Pawła. Odholuję go na mieszkanie.

Ciągnąc za sobą zaspanego Pawła, Jakub zastanawiał się nad słowami Grześka. Kiedyś przecież było inaczej, miałem normalne związki, niezbyt długie, ale stosunkowo częste. Alicja strzelająca słowami i patetyczna, jeśli chodziło o sex, te jej żywcem wzięte z filmów dla nastolatków gesty. Te mdłości mimo pożądania, gdy widziałem jak naśladuje bohaterki obejrzanych romansów. Dalej Iwona tak podobna do mnie i tak inna, niedostępna w jednym momencie a w innym sprawiająca, że człowiek zrobiłby dla niej wszystko. Dotykanie jej sprawiało ból niemalże fizyczny. Jej miłość przez niemalże pół roku nadawało sens życiu. Iwona była jednak za dobra dla mnie, od początku wiedziałem, że stracę ją wcześniej czy później i może dlatego podświadomie odpychałem ją od siebie tak, że wreszcie sobie poszła… Przed Iwoną i Alicją były jeszcze…
Coś czarnego musnęło jego twarz, obaj zobaczyli ciemny kształt znikający w mroku pobliskiego zaułka. Jakub odwrócił się w stronę Pawła i zobaczył jak jego przyjaciel trzeźwieje w mgnieniu oka. Sam jednak miał za sobą zbyt wiele kolejek by się tak łatwo przestraszyć. Zaczął odrywać gałąź z pobliskiego krzewu, zajęło mu to trochę czasu, no ale koniec końców, mogliśmy ujrzeć Jakuba machającego z werwą tą, śmiercionośną we własnym mniemaniu bronią.
-  Uciekaj Paweł, będę cię osłaniać! Krzyknął, aby chwile później zderzyć się ze świadomością, że ten okrzyk może prześladować go latami. Paweł, który w międzyczasie odzyskał równowagę ducha, bezlitośnie wyszczerzył zęby i Jakub był pewien, że przyjaciel stara się uchwycić jak najwięcej szczegółów do przyszłej historyjki. Aby nie przysparzać koledze kolejnych detali do zapamiętania Jakub starał się delikatnie pozbyć trzymanego w ręce kija jednak i to nie uszło uwadze kolegi, widocznie drzemka w barze miała własności lecznicze, bo Paweł śmiał się już bez oporów trzeźwym śmiechem człowieka wypełnionego zdrowym rozsądkiem. Śmiech został jednak gwałtownie przerwany a Jakub zanim zdążył zorientować się w sytuacji równie gwałtownie stracił przytomność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz