W życiu każdego niewydarzonego grafomana następuje taka chwila, w której alkohol przejmuje władzę nad czynami; dany osobnik zostawia za drzwiami poczucie dobrego smaku i kierując się irracjonalnie nieodpartą ambicją udowodnienia sobie kilku rzeczy popełnia różne teksty, publikuje je, a później ma kaca. Jeszcze gorszy efekt dają złe teksty poprzedzone dobrym cytatem; dzisiejszy dualizm staje się juto nieznośną dychotomią, której kontrast udowadnia marnemu nitotekściarzowi wielkie blee dnia jutrzejszego…
no to cytat:
"...tam na nadbrzeżu, gdzie za plecami miałem góry, niczym trzymane w dłoni grudki karbidu, które zaraz wysypię do lampy, a lampa zapłonie; możliwa, tak, poezja wydawała mi się w tamtej chwili możliwa, jak przygoda w stylu Marca Polo, za mną nie było niczego poza karbidowym masywem, już nie miałem gdzie się cofnąć, została mi przygoda, moja nitopoezja..."
Otto Tolnai, Nitopoezja, nitoryba, nitowyspa, Literatura na świecie, nr 5-6/2009, s. 99.
no to nitopezja:
Marsz nocą letnią
trzy stadia marszu
wyróżniłem tego lata
tym pierwszym był mój
marsz uliczny, domowy
z domu w dom nocą
drugi marsz także
namacalny ogień lampy
iskrząc się ćmami
w górę i w dół
inwentycznie oscylował
marszem śmiałych samobójców
trzeci marsz kędy rów
przebiegał kot (martwy już)
tylko w jedną stronę
I tak mi się oba marsze
spodobały swym dysonansem
przystanąłem i na podobieństwo
trwałego postoju kota
zatrzymałem się w czasie
urzeczony iskrami inwentycznej
lampy zapaliłem peta
Ścierwo i płomień lampy
Chciałem zachować dla
peta dymem schować
zapaliłem zapałkę
i miałem już przypalać
i lampa zgasła
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz