Żaden pomysł
I nagle znalazłem się w piekle. Właściwie to nic nadzwyczajnego, nie było to piekło przez duże „P”, takie, o jakim onego czasu ksiądz rozpowiadał nam na katechezie. Nie zaznałem tu ognia, rożna ani gorącego oleju i właściwie czułem się trochę zawiedziony. Nie tyle byłem przygotowany na to wszystko, raczej się z informacjami od księdza Zygmunta nie liczyłem – jednakże jakieś przypiekanie wydawało mi się uzasadnione. W końcu miejsce dla morderców, niewiernych, heretyków, samobójców i wszelkiego rodzaju grzeszników musiało przepełniać grozą nowo przybyłych. Z takim przeświadczeniem zstąpiłem do tego podziemnego świata gdzie zaraz na wejściu… kazano mi stanąć w kolejce.
Było piekielnie nudno: pani przede mną – także samobójstwo, pan za mną – też ateista. Dalej widać było łańcuch wiernych niepoprawnych wyznań; ludzi, którzy ( o ile się na początku wywiedziałem) żadnego nadzwyczaj złego czynu nie popełnili poza, być może (he he) wyznaniem. Wszyscyśmy byli strasznie spłoszeni. Oczywiście, jeśli nie liczyć pani Magdy – emerytki, która z energią, jaką nie dane było jej zaznać przez ostatnie trzydzieści lat życia, domagała się, ze względu na wiek, pierwszeństwa w kolejce.
- Wystarczająco się naczekałam za życia. Stwierdziła i zaczęła przepychać się do przodu.
- Pani Szanowna za życia też była taka niecierpliwa? Zapytał Pan Jurek siedzący obok wolnomyśliciel.
- Wy młodzi sobie za długo nie poczekaliście za życia, to teraz już możecie. No i poszła.
Chwilę później, która równie dobrze mogła trwać rok, panią Magdę – emerytkę, na jej miejsce siedzące, odprowadziło dwóch, jakkolwiek znudzonych, jednakże niezwykle wiarygodnie wyglądających panów.
- Powiedzieli mi, że nie ja pierwsza chciałam…, minęłam tylko kilkaset osób i stanęli przede mną…; powiedzieli, że to przez takich jak ja, muszą robić za wolontariuszy… Narzekała zdruzgotana pani Magda – emerytka.
(ciąg dalszy nastąpi... chyba)
10 godzin temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz