piątek, 22 marca 2013

Muzyka





Shopenhauera pojęcie muzyki, tak bliskiej piękna i pozwalającej na odczucie wzniosłości, że stanowiącej panaceum na nasze zindywidualizowane w egoistycznych postawach człowieczeństwo, nakłania czasem do podejrzliwego ściszenia właśnie odsłuchiwanego utworu, czasem do wyłączenia odtwarzacza nawet. Świat do jakiego porywa nas taka muzyka, jakkolwiek wyzbyty z niekończącego się koła cierpień, a co gorsza z nudy jest oczywiście piękną perspektywą. Jednakże takie ziemskie niebiosa wydają się być czymś zbyt pięknym, zbyt słodkim cukierkiem, który zbyt wielką dawką słodyczy sprawi nam przykrość innego rodzaju niż ta doświadczana na co dzień.
    Możliwe, że cały pomysł leżał w obietnicy takiego raju, który dostępny jest nam zaraz za muzyczną bramą niż na raju jako takim. Nadzieja oddala wszakże nudę oraz łagodzi cierpienie. Można by niemal odetchnąć z ulgą jeśli zgodzimy się na takie rozwiązanie. Jeżeli bowiem obietnica jest prawdziwa, jeżeli naprawdę muzyka jest zdolna do takich rzeczy, to należy obchodzić się z nią niezwykle ostrożnie.
   Uwznioślony muzyką tłum za bardzo przypomina mi ścigające Orfeusza Menady żeby ową ostrożność odrzucać. Pewnie, że dziewczyny bawią się wyśmienicie. Nie jestem tylko pewny czy jestem orędownikiem takiej zabawy. Wolałbym czynić zło z własnej inicjatywy.